Gerydon

Elegancki trójnożny stoliczek nakryty kremową serwetą był nieodłącznym elementem pokoju gościnnego. Babcia kładła na nim filiżankę ze specjalnym podłużnym spodkiem przeznaczonym na imbirowe ciasteczka. Kładła tam książki historyczne, które niczym przysłowiowy mol (a może molica) książkowa pochłaniała do końca. I tak przez następne dwadzieścia lat, które pozostały jej po śmierci dziadka.

Urodzona w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku, jedyna dziewczynka pośród siódemki rozbrykanych chłopców. Grała w tenisa, uczyła się konwersacyjnego francuskiego w żeńskim gimnazjum, potem trzęsła się ze strachu przed Ukraińcami w przybrudzonych uniformach. Na kocich łbach połamała obcasy, których nigdy więcej nie założyła, zresztą do biura, w którym przypadło jej robienie buchalterii było za daleko. Drewniana podłoga w jej domu, w którym podczas wojny zakwaterowano Niemców, też nie nadawała się do obcasów. W obcasach nie dało się schodzić wąskimi schodami do piwnicy, by przynieść węgiel i napełnić żarłoczny kaflowy piec. Aby napełnić brzuchy dzieciom, wymyślała potrawy ze skwarkami, w eleganckich gąsiorach przechowywała aronię i porzeczki, a w żeliwnych olbrzymich naczyniach kwaszoną kapustę.

Właścicielka jednego kapelusika zakasała rękawy jednej jedynej bluzki i wystawiła się na trudne życie. Zrobiła tyle, ile mogła w codzienności – dzielna wojowniczka. Nigdy się nie malowała, ale uwielbiała piękne zapachy perfum. Wciąż pamiętała świat lamp filujących, o których pisał Różewicz. Kiedyś przyśniła mi się w niebieskawej chmurze. W tym roku skończyłaby 100 lat.

A gerydon zawsze wydawał mi się przeniesiony z jej czasów. Połyskującymi paznokciami postukiwała później w ten wysmukły stoliczek jej najstarsza córka, moja mama, kiedy polerowała orzechowy blat każdej soboty. Na stoliczku trzymała medyczne podręczniki, z których wyciągała mieszankę łacińskich nazw kości i powtarzała je nocami. Każdą wolną chwilę poświęcała nauce – wymagającej i bezkompromisowej. Później zdarzyło się, że musiała wychować troje dzieci, sama, wykonując swoją pracę z powołania, pełna poświęcenia dla pacjentów, nad którymi nadal pochyla się z uwagą, cierpliwością i serdecznością.

Dzisiaj gerydon nieco się chwieje. Koronka na serwecie jest nieco postrzępiona, blat lekko odrapany w kilku miejscach. Nadal służy filiżankom i spodkom, nadal miejsce znajdzie tam książka. Ta, którą akurat czytam. I zastanawiam się, czy spodobałaby się mojej babci.

K. Jońska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s