Kwiaty w naszym ogrodzie

Babcia kochała S. W przeddzień ślubu z J. płakali obydwoje, gdy stał jeszcze pod oknem. Wtedy widzieli sie po raz ostatni. Kwiaty kwitły pod oknem – może maciejka, może astry, może zwyczajne stokrotki. Wychylając się przez okno by dosięgnąć jego ramion widziała nogawki jego spodni ginące w trawie i kwiatach. Odszedł w tę samą ulicę, w którą tyle razy wpatrywałam się potem z okna mojego pokoju w te nieznośnie długie listopadowe wieczory, z nadzieją, że ktoś może nadejdzie, że nocne godziny samotnego niepokoju przyniosą jakąś niespodziankę.

stokrotki

Później w miejscu pod oknem zrobiono piaskownicę, kwiatki zasypano ziemią i piaskiem. Nie było to dobre miejsce, tarasowało przejście do ogródka, a doczepione do nasłonecznionej ściany, zawsze było zbyt gorące na zabawę. Ona chyba nie lubiła, kiedy przychodziły do mnie inne dzieci – robiły za dużo krzyku, rozdeptywały ślady po niegdysiejszych stokrotkach, zasypywały piaskiem cienie stóp, oczu i rąk. Wolała widzieć mnie samą, cichą i niespokojną. Może w oczach przestraszonego dziecka, którym byłam, widziała swój własny niepokój.

Na ślubnym zdjęciu, jej czarne buty gotowe są do drogi, duża ciemna torebka wyglada na spakowaną do ucieczki, biała sukienka nieśmiało wystaje spod ciemnego płaszcza. Welon przykrywa jej czoło, a do włosów przypięty ma bukszpan i asparagus z ogrodu, jak później moja mama i jak ja do sypania kwiatków w Boże Ciało. I tylko w zrezygnowanych oczach Babci jest już ta wiedza, że nigdzie się stąd nie ruszy, nie odejdzie, że zostanie tu na zawsze, w tej dwubarwnej fotografii z czerwonymi jak krew ustami.

Ojciec nie przysłał życzeń ślubnych z Ameryki. Jego wcześniejszy list wystarczył. To on zdecydował o tym, że tamten mężczyzna musiał odejść. Czy jego staranne litery stopiły sie później z ołowiem wojennych kul przebijając kolejne ludzkie serca, nie wiadomo. List leżał na parapecie w tamtę noc, gdy S. stawiał swoje ostatnie pytanie i gdy potem uchodził w noc bez odpowiedzi. Litery z dalekiej ziemi wbijały się jeszcze długo w cichą, wiejską noc zanim nie zamknięto ich przezornie w zielonym pudełku na biżuterię, które stało dotąd puste. To pudełko obite gładkim materiałem w czarne kwiaty służyło mi potem do chowania lalek z papieru i ich licznych sukienek kopiowanych pieczołowicie z ogromnego, amerykańskiego katalogu mody, o którym mówiono mi, że pradziadek przysłał go w prezencie ślubnym dla babci, razem z pieniędzmi na maszynę do szycia firmy Boston.

A może to dlatego, że A. – matka Babci, dostrzegła coś niepokojącego w wyprostowanych plecach S. Może w jego oczach czy nadgarstkach czaiła się ta sama niebezpieczna chęć, która wysłała jej męża za wielką wodę. Kto wie, jakie pomysły mógł mieć ten mężczyzna w fantazyjnym kapeluszu, który tak szarmancko się uśmiechał i tak doskonale tańczył. Nie chciała ryzykować, i tak było już za dużo świata w I., za dużo tego zamorskiego hałasu. Te świecące materiały, które nieobecny przez 30 lat mąż słał na ubrania dla dzieci, ten szeleszczący papier, na którym pisał krótkie listy, te połyskujące okulary, w których stoi oparty o szerokie wypolerowane schody na fotografii z wycieczki do Nowego Jorku… Wszystko to nowe, obce, głośne i nieswoje. A ona nie ma już na to wszystko miejsca, nie wie gdzie chować to, co wymyka jej się między splecionymi kurczowo na różańcu palcami, co wysuwa się ciągle spod mocno związanej pod brodą chustki, co wypełza spod długiej, ciemnej spódnicy, co ucieka z ciasno zasznurowanych trzewików…

A. męczy wiedza o innym życiu, tym spoza ogródka z piwoniami i groszkiem. I kiedy mąż wraca wreszcie po latach do domu, ona ucieka do komórki, chowa sie, milknie, wygląda jak matka swojego męża, na którego nigdy nie patrzy, choruje ciągle i wkrótce cicho umiera.

Moja Babcia tymczasem pochyla sie coraz bardziej, jej głowa opada w prawa stronę, w stronę, w którą On zniknął bezpowrotnie. Jakby wsłuchiwała sie w rytm jego wiecznie odchodzących kroków.

Na rodzinnych zdjęciach wygląda na doklejoną, zdziwioną, z zupełnie innej historii; we wspomnieniach niewiele mówi, tylko niewyraźnie się uśmiecha, zawsze trochę z boku. I nawet wtedy, kiedy przez chwilę wszystko toczy sie wokół niej, przez nią i z jej winy. Czegoś brakowało. I może o to coś była tak rozżalona wobec nas wszystkich. Z czasem zapomina, co to jest i wprawia ją w to krępujące zakłopotanie oraz sączącą się gorycz.

Pierwszy jej synek umarł. Było dla niego za wcześnie. Nie miał miejsca by zagnieździć się w łonie pełnym jeszcze żalu i nieprzetopionej na wosk miłości. Udusiło go zapalenie płuc, nie miał czym oddychać pod ściśniętym, rozżalonym sercem. Urodził się z podkurczonymi stopami, mówiono, że i tak nie mógłby chodzić. Podobno to od tego, że babcia siedziała przez całą ciążę przy maszynie do szcia. Szyła płaszcze podróżne… Gdy byłam dzieckiem, szyła już tylko zasłony, aż w końcu zamknęła maszynę w piwnicy i przyszywała jedynie nieposłuszne guziki..

Chłopcy muszą odejść, widać jest to dla nich lepsze. A ci którzy zostają, nie zasługują na naszą uwagę. Ich obcasy nie stukają o asfalt, ich stóp nie oplatają liście bratków, ich dni nie liczy się łzami. Nie należy im sie szacunek dawany darmo nieobecnym, umarłym i zaginionym.

Ten, który został moim dziadkiem hodował róże i pszczoły. Róże co roku rozkwitały w tym samym miejscu, pszczoły rozmnażały się jak zawsze. Poruszał się cicho jak jedna z nich. Mówił niewiele by ich nie spłoszyć. Piękno i słodycz nie ocaliły go jednak. „To lepiej dla niego”- z ulgą przyjęła rodzina jego wczesną śmierć. Został po nim cichy smutek we wszystkich kątach naszego ogrodu. I pszczoła, która ugryzła mnie w szyję, gdy miałam kilka miesięcy. I jeszcze to różane drzewko, do którego tulisz się w dniu twojego ślubu, mamo.

Sylwia B.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s