Babcia Hela i magiczna Turka

Ten obraz chciała mieć każda z nas, ale to mi przypadł w udziale… w drodze losowania… Cenny dla nas obraz to namalowany na blasze wizerunek Matki Boskiej (kopia tego z Częstochowy pochodząca z co najmniej z połowy XIX wieku). Ale to nie jakaś wymierna wartość obrazu miała znaczenie dla mnie i moich dwóch sióstr, również nie jego znaczenie religijne, ale wartość pamiątkowa, sentymentalna i emocjonalna. Ten NN obraz to jakby pewna symboliczna ciągłość w naszej herstorii.

Z obrazem podarowanym jej zapewne przez matkę Agnieszkę, jako jedynym wianem, moja prababcia Bolcia wyszła za mąż za pradziadka Józefa.

prababcia_bolcia_1890

Prababcia Bolcia urodziła się w tym samym czasie, w którym jej przyszły mąż, wówczas młody chłopak, walczył w powstaniu styczniowym. Losy związały ich rodzinę z Krakowem, potem z Tarnowem aby w końcu wyjechać na stałe do Turki n. Stryjem.

Ten obraz jest dla mnie ważny, tak jak był ważny dla Bolci, następnie dla jej najmłodszej córki (czyli mojej babci Heli) i dla córki Heli – czyli mojej mamy Krzysi.

babcia_hela_miedzywojenny

Ten namalowany na blasze obraz, to jedna z pamiątek rodzinnych… mam też wiele innych : zdjęcia, dokumenty rodzinne i różne przedmioty, które pewnie tylko dla nas (obecnie dla mnie i moich sióstr ) mają olbrzymią wartość.

Znam herstorie i historie mojej rodziny nie tylko z opowiadań Mamy i Babci.

babcia_hela_rodzice_bracia

Losy wielu moich przodkiń i przodków są spisane przez moją mamę Krzysię oraz tatę Tadzika, który dodatkowo przez wiele lat opracowywał genealogię rodziny mojej mamy zafascynowany dziejami rodziny Armatysów. A babcia Hela skrupulatnie gromadziła dokumenty rodzinne, zdjęcia, listy i wiele innych pamiątek. Mam do tej pory świadectwo szkolne babci sprzed 100 lat, legitymacje nauczycielskie babci z lat 20-tych XX w i następnych, ausweis, listy od i do dziadka z czasów II wojny i inne.

Babcia Hela była jedynaczką… jedyną i najmłodszą córką Bolci i Józefa, którzy wcześniej już mieli siedmiu synów.

Pradziadek Józef był ojcem tradycyjnie surowym i wymagającym dla synów, prababcia Bolcia serdeczna i życzliwa oraz pełna dobroci dla dzieci. Wszyscy synowie kształcą się, najstarszy Wiktor kończy medycynę, Marian prawo, pozostali uzyskują wykształcenie średnie.

Helenka, jako najmłodsza i bardzo wyczekiwana, była rozpieszczana przez swą mamę i starszych braci. Hela była często wyróżniana i uważała to za naturalne. Ale jej surowy ojciec (pradziadek Józef) nieraz wyraźnie dawał jej odczuć, że nie będzie miała żadnych specjalnych praw ze względu na wiek i płeć. Babcia Hela opowiedziała nam dość charakterystyczną historyjkę: kiedyś jej ojciec wracając z pracy w banku, przyniósł do domu tabliczkę czekolady. Mała Hela zwróciła się do niego z zapytaniem, czy to właśnie ona zostanie wyróżniona i dostanie tę czekoladę… Pradziadek Józef stwierdził, ze oczywiście będzie wyróżniona… i dał tę czekoladę swym synom do podziału…

Babcia urodziła się na początku XX w w małym, jakby zapomnianym miasteczku w Bieszczadach Wschodnich w Turce/n. Stryjem w tzw. Kresach Wschodnich (obecnie w granicach Ukrainy). Spędziła tam swoje dość beztroskie dzieciństwo, uczęszczała do kolejnych szkół aby później skończyć Seminarium dla Nauczycielek we Lwowie.

Dalsze lata to satysfakcjonująca praca nauczycielska, udane małżeństwo z moim dziadkiem Marianem, urodzenie dwóch córek, w tym mojej mamy, Krzysi. To były szczęśliwe lata dla rodziny… Prababcia Bolcia, ukochana babcia mojej mamy, ‘prowadziła dom’ swej najmłodszej córki (mojej babci Heli) i wychowywała swe wnuczki, Krzysię (mama) i Marysię (siostra mamy).

prababcia_bolcia_corka_hela

Babcia pracowała w ulubionym zawodzie, dziadek w banku a podczas wakacji cała rodzina odbywała podróże zwiedzając różne miejsca w Polsce.

Dziadek Marian uprawiał wraz z córkami sporty zimowe i wodne oraz wycieczki górskie. To był radosny, szczęśliwy czas, ale nie trwał wiecznie…

krakow_lwow

Wojna… a z nią koszmar rozłąki, poniewierki, tragicznych przeżyć…

Mój dziadek Marian Nowosad wiosną 1940 r został aresztowany przez NKWD ( za walkę w obronie Lwowa 1918, w wojnie polsko-bolszewickiej oraz pracę w organizacji strzeleckiej) i wywieziony do więzienia w Kijowie, potem do łagru w Tomsku, spędził w nieludzkich warunkach 7 lat.

Dwa dni po aresztowaniu, zrozpaczona babcia dostała poufną informację o grożącym jej i córkom niebezpieczeństwie, wywózce na Syberię. Reakcja babci była błyskawiczna, szybkie spakowanie podręcznych rzeczy i ucieczka z córkami z Turki. Każda z nich wsiadała na dworcu do innego wagonu…

Wyjechały do Przemyśla, gdzie babcia wystarała się o fałszywe dokumenty dla siebie i córek i dopiero z nimi mogła przekroczyć granicę udając się na Zasanie do swojego brata Wiktora. Znam te wszystkie ich tragiczne przejścia i przeżycia. Babcia musiała od razu zacząć działać w nowej ciężkiej sytuacji. Jej szybkie decyzje, energia i aktywność umożliwiła jej i córkom przeżycie. Dalsze wojenne losy babci też wymagały olbrzymiego hartu, to była ciągła walka o przetrwanie i nieustanne zmaganie się z tragiczną rzeczywistością. Dodatkowo przez długi czas, ok. 2 lat, babcia nie miała żadnej informacji o losie męża, nie było nawet wiadomo, czy żyje…

Babcia z córkami po 1,5 roku wróciła jeszcze do Turki, która była najpierw pod okupacją sowiecką, następnie niemiecką i znów sowiecką… Ponownie zaczęła pracować w szkole a córki kontynuowały edukację. Jednak babcia Hela wraz z rodziną swego brata Stanisława, zdecydowała się opuścić to ukochane rodzinne miasteczko, które przestało być polskie…

Mieszkając w swym domu przestała żyć w Polsce… Podjęła bardzo trudną decyzję. Chcąc pozostać w ojczyźnie musiała opuścić Turkę i wyruszyć w nieznane, z Polski do Polski.… To był olbrzymi wysiłek organizacyjny, trzeba było załatwić wszelkie formalności, spakować w skrzynie trochę rzeczy, które jeszcze pozostały po nieustannych wcześniejszych grabieżach i jechać bydlęcymi czy towarowymi wagonami przez kilka tygodni …Dotarły jako repatriantki do Kwidzyna jesienią 1945 r.

Babcia zamieszkała z córkami w mieszkaniu na parterze poniemieckiej kamienicy (pamiętam dokładnie to mieszkanie, nawet jego adres). Zaczęła znów pracę w szkole podstawowej i podejmowała dodatkowe zajęcia w szkole gospodarstwa domowego, pracowała ponad siły troszcząc się o codzienne sprawy.

Córki uczęszczały do gimnazjum i liceum, w którym moja mama poznała swego przyszłego męża, mojego tatę.

Babcia chcąc odnaleźć wywiezionego na Syberię, lecz nie wiadomo dokąd, męża, nieustannie prowadziła korespondencję z PCK, rodziną, znajomymi. W końcu po wielu latach poszukiwań nawiązała kontakt z dziadkiem Marianem, który po przebytej gehennie odnalazł się w Libanie. Dziadek schorowany po przeżyciach tułaczki pragnął sprowadzić rodzinę do Libanu nie chcąc wracać do ówczesnej Polski. W wyniku ciągłej wymiany listów, dziadek jednak decyduje się na powrót, wraca w 1947r. Wszyscy szczęśliwi, ze wreszcie po 7 latach są razem… jednak schorowany i wycieńczony dziadek umiera w pół roku po powrocie…

Babcia jest znów sama z córkami, i mimo, ze przytłoczona przeżyciami, nie załamuje się . Zahartowała się w walce o przetrwanie podczas ciężkich lat wojennych a także w czasie tułaczki z Polski do Polski i w pierwszych latach powojennych. Nie poddaje się, pracuje dbając jak zawsze o edukację córek. Dziewczyny kończą szkoły, moja mama studiuje na Politechnice Gdańskiej.

babcia_hela_corka_krzysia

Los decyduje, że córki układają sobie życie w odległych miastach a babcia zostaje w Kwidzynie nadal ucząc w szkole podstawowej, co daje jej to ogromną satysfakcję. Ma ciągły kontakt z córkami i ich rodzinami .

Z babcią widzimy się dwukrotnie w ciągu roku – podczas wakacji jeździmy pociągiem prawie przez całą Polskę do Kwidzyna, wiele cudownych przeżyć i wspomnień mam z tych pobytów.

A w okresie świąt Bożego Narodzenia babcia, mając ferie świąteczne, przyjeżdżała do nas, tez przez całą Polskę. Najpierw odwiedzała nas w Krakowie, potem w Tarnobrzegu, gdzie moi rodzice, chemicy, znaleźli pracę w rozwijającym się tam wówczas przemyśle siarkowym.

Zawsze z siostrami czekałyśmy bardzo na ten przyjazd babci, pamiętam, że jako małe dziewczynki leżałyśmy na tapczanie a babcia ledwo przyjechała pociągiem, już opowiadała nam fantastyczne bajki i różne historie. Uwielbiałam te momenty i te opowieści. Babcia swoim ciepłym, pełnym serdeczności głosem cudownie tworzyła te bajki. I przywoziła nam zawsze jakieś drobne lecz przemyślane prezenty… Kiedyś, gdy zaczęłyśmy chodzić do szkoły przywiozła nam pamiętniki – to był mój pierwszy taki pamiętnik, mam go do tej pory z wpisami koleżanek i kolegów z podstawówki… Babcia powiedziała, ze taki prezent doradziły jej dla nas ‘dziecięta’ w szkole… Tak właśnie mówiła: dziecięta… Ale zanim babcia przyjechała na święta, przysyłała do nas paczkę ze swoimi fantastycznymi wypiekami świątecznymi, to były mazurki, torciki, ciasteczka, których smak do dzisiaj czuję… I mimo, ze były nieraz ciężkie czasy, zawsze te wypieki babci docierały do nas …Mam te przepisy, to jeszcze przepisy mojej prababci Bolci, czasem próbuję wg nich coś wykonać. Nigdy jednak nie będzie to ten niezapomniany smak mazurków z dzieciństwa upieczonych przez babcię.

Moja babcia Hela …była cudowną kobietą, ciepłą i wrażliwą, zawsze serdeczną i życzliwą, mądrą i odważną. Nie opowiadała nam wiele o swych wojennych tragicznych przeżyciach, z pewnością nie chciała nas, gdy byłyśmy małymi dziewczynkami, smucić. Opowiadała natomiast często o Turce wspominając szczęśliwie przeżyte tam chwile.

Wpisałam jej imię i nazwisko w wyszukiwarce… znalazłam… jest w spisie nauczycielek szkoły w Kwidzynie, jest tez jej zdjęcie z dziećmi – uczennicami i uczniami. Nawiązałam nawet kontakt z jej byłymi uczennicami z jednej z klas, pisały o niej na n-k: ‘nasza kochana pani Helenka’. A minęło już pół wieku od czasu ich szkolnej edukacji przez babcię . Babcia bardzo lubiła swój zawód, lubiła ‘dziecięta ’i jak widać, z wzajemnością.

Babcia nigdy już nie wróciła do miasteczka, w którym się urodziła, i w którym urodziła swe córki, nie zdążyła…

Turka zarówno dla babci jak i dla mojej mamy była magicznym miejscem, miasteczkiem, w którym spędziły szczęśliwe lata swego życia. Babcia i mama zawsze ze wzruszeniem opowiadały o Turce: wszystko tam i wtedy było najlepsze, najpiękniejsze, ciągle wspominały chwile tam przeżyte, osoby, wydarzenia…

A mama marzyła aby tam pojechać…

Wreszcie, w latach 90-tych mogła udać się do tego swojego wyśnionego miasteczka… nie było już oczywiście takie jak kiedyś… Turka była zabiedzona, zrujnowana, zniszczona… Rozczarowanie… Ale mama bezbłędnie trafiła do domu, w którym kiedyś mieszkała, do swojego kiedyś domu… rozmawiała z jego obecnymi mieszkańcami, ujrzała tam dawne rodzinne pianino, teraz całkiem zniszczone. Odwiedziła szkołę, to już jest obecnie szkoła ukraińska, odwiedziła bardzo zaniedbane groby swojej ukochanej babci Bolci, dziadka Józefa i innych, odwiedziła dawny kościół parafialny (jest tam teraz polska parafia).

Wracała do Turki jeszcze kilkakrotnie ze swoim mężem przywożąc nowe tabliczki nagrobne dla wszystkich pochowanych tam bliskich osób z rodziny, zadbała o wykonanie nagrobków dla nich. W końcu założyła rodzinną Fundację aby wspierać Turkę. Zdążyła trochę pomóc kościołowi w koniecznej renowacji, dzięki zebranym funduszom mama zamówiła i sama zadbała o odlanie dzwonów na pustą wówczas dzwonnicę kościelną. A gdy moja mama Krzysia zmarła, biły te 3 dzwony w Turce na jej cześć…

dzwony_turka

Byłam w tej magicznej już także dla nas Turce, z której babcia z córkami musiała uciekać pół wieku temu.

Byłam tam razem z moim tatą i moimi siostrami… to tata nas zmobilizował do wyjazdu i był jego głównym organizatorem. Chciał, abyśmy zobaczyły Turkę mojej mamy, babci i prababci, miejsce, z którym były tak bardzo związane i szczęśliwe… w którym prababcia już została, a które babcia i mama musiały opuścić. Tym razem to tata był naszym przewodnikiem, również on bezbłędnie wskazał nam dom i inne ważne rodzinne miejsca . Wzruszenia, które przeżyłam będąc tam, nie potrafię opisać… To była niezapomniana podróż do przeszłości prababci, babci i mamy… do cudownego miasteczka, którym Turka była kiedyś… a dzisiaj? Rzeczywiście, spoglądając z zewnątrz, to tylko zaniedbane małe miasteczko ze śladami dawnej świetności …

Ale wszystkie trzy czułyśmy tego ‘ducha’ dawnej Turki naszych przodkiń i przodków…

A może tam jeszcze pojadę z moją córką i wnuczką oraz synem? Bo dla moich dzieci moja mama, czyli babcia Krysia tez była ukochaną babcią a moja wnuczka już wie dużo o prababci Krysi, której nie mogła poznać… a o wcześniejszych prababciach tez się dowie…

A ponad 150-letni obraz na blasze nadal będzie wędrował do następnych kobiet w rodzinie…

Autorka tekstu: Marzena Tyniec, praprawnuczka Agnieszki, prawnuczka Bolesławy, wnuczka Heleny, córka Krystyny, mama i babcia, nauczycielka, tak jak babcia Hela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s