O mojej babci. Janina Furgał z domu Miecznikowska

babcia_i_ja_zima 1982_83_Śni mi się często, w moich snach wciąż ją odwiedzam, wracam do niej, a ona jest, żyje, ciągle czeka, stoi w oknie domu na Limanowskiego. To ona była centralnym punktem tego domu, najważniejszą postacią mojego dzieciństwa, najbliższą mi osobą. Mama mojego taty, moja ukochana babcia, Janina Furgał z domu Miecznikowska.

Dzisiaj mija 10. rocznica jej śmierci. Umarła 18 kwietnia 2003 roku w szpitalu w Olsztynie, kilka godzin po udarze mózgu. Przeżyła 83 lata. Mogłaby żyć dużo dłużej, ale kiedy straciła przytomność, nie było z nią nikogo. Znalazła ją sąsiadka i to ona zadzwoniła po pogotowie, niestety w przypadku udarów kluczowy jest czas – szansa na przeżycie jest dużo większa, kiedy pomoc otrzymuje się natychmiast. Dlaczego mnie wtedy z nią nie było? Studiowałam wówczas w Łodzi, byłam na ostatnim roku studiów, przyjeżdżałam do niej raz w miesiącu. Ale to był akurat Wielki Piątek, a przerwy świąteczne spędzałam albo u niej, albo u moich rodziców – 300 km od Olsztyna. Na tamte właśnie święta postanowiłam pojechać do rodziców. Ciągle nie potrafię sobie tego wybaczyć.

babcia_dziadekJej dom był również moim domem, kiedy się urodziłam, moi rodzice mieszkali w Olsztynie z rodzicami taty. To babcia z dziadkiem spędzali ze mną i moją starszą siostrą najwięcej czasu, to babcię pamiętam jako najbardziej znaczącą dla mnie osobę. Z nią byłam szczęśliwym dzieckiem, ona tłumaczyła mi świat, pokazywała ważne miejsca, wytwarzała smaki i zapachy, które towarzyszą mi do tej pory. Pełniła też funkcję karzącego rodzica, wyznaczała zasady i sprawowała kontrolę, ale przede wszystkim kochała mnie bezwarunkowo. Moje szczęśliwe dzieciństwo z babcią i dziadkiem trwało sześć i pół roku, a potem moi rodzice postanowili się przeprowadzić. Poszłam do szkoły w obcym miejscu, do babci mogłam przyjeżdżać tylko na ferie i na wakacje. Z tamtego czasu został mi w pamięci obraz babci i dziadka, machających na pożegnanie na dworcu i mojej bezgranicznej rozpaczy za każdym razem, kiedy musiałam odjechać. Prowadziłyśmy z babcią regularną korespondencję, na szczęście zachowałam kilka listów od niej, zapisanych równym, eleganckim pismem, które uwielbiałam. Po jej śmierci dostałam też moje listy i laurki dla niej i dla dziadka, które – jak się okazało – trzymała w szafce w przedpokoju, w kartonowym pudełku.

Wróciłam do niej po ośmiu latach, wybrałam liceum w Olsztynie i mieszkałyśmy razem przez następne cztery lata. Codziennie, kiedy wracałam ze szkoły, babcia czekała z gotowym obiadem i wypatrywała mnie w oknie. Lubiłam z nią rozmawiać, to wtedy opowiedziała mi najwięcej o swojej rodzinie i młodości w Warszawie. Niestety nie zatroszczyłam się o utrwalenie jej opowieści i większość z tego, co mi powiedziała, zwyczajnie zapomniałam. Pamiętam jednak nasze wspólne spacery po Zatorzu, wyprawy „na rynek” (czyli na targ przy torach na ul. Kolejowej) i do „wudeku” (czyli parku przy ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury), zakupy „w kasztankach” i „pod słoneczną” (sklepy przy ul. Limanowskiego), przechadzki po starym, poniemieckim cmentarzu przy kościele św. Józefa czy piękną ulicą Kossaka. I niezliczone odwiedziny: u rodziny, u sąsiadek, u koleżanek babci. Babcia nie chciała, żebym wyjeżdżała na studia, ale zależało jej, bym mogła studiować na dobrej uczelni. W Olsztynie nie było uniwersytetu (został otwarty rok po mojej maturze – w 1999 roku), na Łódź babcia zgodziła się dlatego, że mieszkał tam jej brat oraz dlatego, że studiowała w tym czasie w Łodzi moja siostra.

Wyjechałam więc, miesiąc później umarł dziadek. Babcia została sama. Starałam się odwiedzać ją jak najczęściej. Miałyśmy mały rytuał związany z moimi przyjazdami. Wsiadałam w pociąg, który z Łodzi wyruszał o godz. 4.48 i w Olsztynie był ok. godz. 10. Odległość z dworca do domu pokonywałam na piechotę w 10 minut. Babcia nieodmiennie stała w oknie. Jadłyśmy razem śniadanie i dopiero po omówieniu najważniejszych spraw (Czy dobrze się odżywiam? Czy nie chorowałam ostatnio? Czy wystarcza mi pieniędzy?) oraz specjalnie dla mnie upieczonej szarlotce na deser kładłam się, żeby odespać zarwaną noc. Coraz częściej mówiła mi, że boi się śmierci. Ewusiu, jeszcze tylko chciałabym dożyć twojego dyplomu. Nie udało się.

*

babcia_szkola_Brodno_1934Urodziła się 27 stycznia 1920 roku w Warszawie, mieszkała z rodzicami i bratem na Nowym Bródnie. Dzielnicę zamieszkiwały głównie rodziny kolejarzy, zatrudnionych na pobliskiej stacji Warszawa-Praga lub w znajdującej się obok parowozowni. Jej matka, Leokadia Miecznikowska z domu Prusak, była jedną z czternaściorga rodzeństwa. Dziadkowie Prusakowie mieszkali w Brwinowie pod Warszawą, babcia miała na imię Magdalena i zajmowała się domem oraz liczną gromadką dzieci, dziadek przypuszczalnie pracował na kolei. O rodzicach ojca babci, dziadkach Miecznikowskich, niestety nie wiem nic, natomiast ojciec babci – Stefan Miecznikowski – był elektromonterem. Matka łagodna, cierpliwa, cicha, spokojna, ojciec apodyktyczny, surowy, porywczy – tak babcia opowiadała o swoich rodzicach, dodając, że ona zdecydowanie wrodziła się w ojca, podczas gdy jej jedyny brat, Stefek, był podobny do matki. Na jednym z niewielu przedwojennych zdjęć, które posiadam, Babcia robi wrażenie energicznej, pogodnej, ciekawej świata, zdecydowanej osoby.

babcia_park_sobieskiegoChodziła do liceum handlowego, grała w siatkówkę, lubiła chodzić na potańcówki, była dobra z francuskiego, chciała studiować. Wojna pokrzyżowała jej plany. Pierwszego września była na szkolnych praktykach w Radomiu. W kilka osób postanowili wracać na piechotę do Warszawy. Na moście w Białobrzegach zatrzymało ich wycofujące się polskie wojsko, żołnierze poradzili im, żeby przeczekali walki w mieście. Tym sposobem we wrześniu 1939 roku babcia kilka tygodni spędziła pod Białobrzegami, śpiąc w stodole u rodziny, która zgodziła się ją przechować w zamian za pomoc przy pracach w polu. Usłyszałam tę historię długo po tym, jak moi rodzice zdecydowali się zamieszkać w tamtych okolicach. Udając się do nich z pierwszą wizytą w 1986 roku, babcia natychmiast rozpoznała charakterystyczny żelbetonowy, łukowy most na Pilicy. Nowe Bródno w dużej części spłonęło w wyniku bombardowań 10 września 1939 roku, reszta drewnianych zabudowań dzielnicy spaliła się w 1944 roku. W miarę bezpiecznie było na szczęście u rodziny w Brwinowie. W sierpniu 1940 roku 20-letnia Janka wyszła za mąż. Dziadka znała od dzieciństwa, mieszkali w tym samym domu przy ul. Syrokomli. Był o sześć lat starszy, opowiadała mi, że zaczął do niej przychodzić, kiedy miała 12 lat. Nie była w nim zakochana, to rodzice byli przekonani, że Henryk Furgał zapewni jej bezpieczeństwo. Byli małżeństwem 58 lat, aż do śmierci dziadka w listopadzie 1998 roku i nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek był ktoś inny w życiu mojej babci. Jeszcze podczas wojny urodziła dwóch synów: w 1941 roku Stefana, w 1943 – Marka.

W 1945 roku dziadek, który był kolejarzem, został wysłany na tzw. Ziemie Odzyskane – do Olsztyna. Babcia wspominała, że przeprowadzka i pierwsze miesiące w Olsztynie były dla niej koszmarem. Dziadek ciężko zachorował na tyfus, po ulicach grasowali żołnierze, miasto było zniszczone, obce i niebezpieczne. Zamieszkali na Zatorzu, przy ul. Limanowskiego, dawnej Hohenzollerndamm, a od końca lat 30. – Hermann-Göring-Straße. Co ciekawe, jak wynika ze spisu mieszkańców Allenstein z 1927 roku, przed wojną Hohenzollerndamm zamieszkiwali również kolejarze. Do Olsztyna przeprowadzili się też rodzice babci. W 1950 roku urodził się trzeci syn, Jacek – mój tata. Dziadek pracował na kolei, babcia znalazła pracę w księgowości. Ich sytuacja materialna z czasem stała się dość dobra i stabilna, jeździli na tzw. wczasy kolejowe, często spotykali się ze znajomymi. W pracy babcia zaprzyjaźniła się z Polą i Helą, które odwiedzała do końca życia. Z tego, co wiem, nie utrzymywała kontaktu z żadnymi znajomymi z przedwojennej Warszawy. Jej najbliższa przyjaciółka Janka przeżyła Pawiak, Auschwitz i Ravensbrück, ale umarła zaraz po zakończeniu wojny. Wyobrażam sobie, że mieszkanie w domu wypędzonej rodziny mogło budzić trudne emocje. Ale może to tylko moja projekcja, być może babcia w ogóle się na tym nie skupiała, może uznała, że tak miało być. W każdym razie nie był to chętnie poruszany temat. Pojawiał się tylko w momentach, kiedy babcia żałowała, że jej synowie zniszczyli piękny poniemiecki stół, grając w cymbergaja. Otwarcie natomiast babcia opowiadała o tym, jak trudna była dla niej choroba psychiczna jej matki, na którą zapadła w ostatnich latach swojego życia. Babcia obwiniała o nią swojego ojca.

*

babcia_transportowiec_ksiegowoscByła silną kobietą, to ona podejmowała decyzje w domu, to ona zarządzała finansami. Była świetnie zorientowana w tym, co się dzieje na świecie, moi znajomi z liceum twierdzili, że mam „nowoczesną babcię”. Czytała „Gazetę Olsztyńską”, rozwiązywała krzyżówki, czasem sprawdzając hasła w encyklopedii, która stała w gablocie za szybą (i była obiektem mojej fascynacji od najmłodszych lat). Interesowała się wszelkimi nowinkami. Dbała o zdrowie, prawidłową dietę, parzyła sobie zioła, których zapach roznosił się po całym domu. Lubiła słodycze, herbatę z mlekiem, koniak, pączki od Bliklego, spotkania z rodziną, wyjazdy na działkę. Była sprawiedliwa, racjonalna, uczciwa, religijna, apodyktyczna, może niezbyt wylewna, ale czuła. Dostałam od niej mnóstwo miłości, bliskości, troski, opieki, edukację etyczną i ekonomiczną.

Zostały mi po niej zdjęcia, kilka jej wypowiedzi w filmie dokumentalnym o jej bracie, z którym była bardzo związana, jej notes z adresami, listy, świadectwo maturalne, odpis aktu ślubu. Mnóstwo obrazów w głowie: babcia uzupełniająca codziennie zeszyt z rachunkami, podlewająca kwiaty w ogródku, siedząca na taborecie w przedpokoju i rozmawiająca przez telefon, jej miękkie, siwiutkie włosy, jej twarz usiana zmarszczkami, lekko zsuwające się na nos okulary, jej szorstkie dłonie, zniekształcone reumatyzmem, jej zielona spódnica w kwiaty, jej skórzana torba wisząca na drzwiach do kuchni, jej zatroskany głos: proszę cię, weź taksówkę na dworzec. I ostatni obraz: babcia stojąca w oknie, machająca na pożegnanie. I wielka tęsknota.

Ewa Furgał

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s